Katarzyna Bik

Na stos ze mną!


Rozmowa z Adamem Rzepeckim


Skandalem i prowokacją okrzyknięto brukselską wystawę polskiej sztuki "Irreligia. Morfologia nieświętego w sztuce polskiej XX wieku", zorganizowaną w prywatnej Galerii 340 Kilka z prac, w tym budzącą najwięcej kontrowersji odpustową reprodukcję Matki Boskiej Częstochowskiej z domalowanymi wąsami autorstwa Adama Rzepeckiego, uznano za "ośmieszające symbole religijne". Oburzają się Belgowie i Polacy. Protestują paulini z Jasnej Góry, niedawno słowa potępienia wypowiedział prymas Józef Glemp. Jednego z organizatorów pokazu wyrzucono z pracy.

Katarzyna Bik: Dlaczego obraża Pan uczucia religijne Polaków?
Adam Rzepecki: - Proszę o następne pytanie.

Powtórzył Pan dadaistyczny gest Marcela Duchampa, który domalował wąsy Giocondzie. Po co?
- To nie plagiat, lecz świadome nawiązanie. Sztuka zawsze karmiła się twórczością poprzedników. Mona Lisa z wąsami to była reakcja anarchizujących dadaistów w czasie I wojny światowej na sztukę tradycyjną, salonową. Moja praca powstała jako odpowiedź na sytuację, w jakiej znalazła się sztuka w stanie wojennym.

To znaczy?
- Z jednej strony popierali ją "czerwoni" - reżim, z drugiej "czarni" - Kościół. Nagle Kościół otworzył drzwi artystom, którzy nie bardzo mieli się gdzie podziać. Licząc na apanaże, robili sztukę na zamówienie i często - jak czas pokazał - nieuczciwą. Wielu, gdy nastała demokracja, pokazało Kościołowi figę, umykając spod jego skrzydeł. Byłem wtedy członkiem grupy Łódź Kaliska. Postanowiliśmy znaleźć własne miejsce, niezależne od państwa i Kościoła. Robiliśmy plenery za własne pieniądze, przymierzaliśmy się do wydawania pisma "Tango", ręcznie robionego. I wtedy powstała "Matka Boska..." - znalazła się na okładce pierwszego numeru.

Jak Pan wpadł na pomysł tego obrazu?
- Wymyśliłem go kiedyś rano. I w momencie, gdy ten pomysł przyszedł mi do głowy, sam się przeraziłem. Dopiero po pewnym czasie odważyłem się go zrealizować.

Ale przecież Matka Boska Częstochowska to bardzo ważny dla Polaków obraz. I piękny. Nie myślał Pan, że to nadużycie i obraza cudzych uczuć?
- Wielu ludzi to robi. Przedwczoraj widziałem, jak palili amerykańskie flagi. W jakimś przecież celu - wyrażali swoje uczucia. Jak wymyślasz obraz, to nie myślisz o tym, czy kogoś obrażasz! Wtedy tą pracą chciałem wyrazić swoje życie i sposób myślenia...

Czy artyście wszystko wolno?
- Wolność nie jest dana raz na zawsze. Trzeba ją potwierdzać. A sztuki nie można robić na czyjeś zawołanie. Za wszystko ponosi się odpowiedzialność.

Taki szum wokół wystawy to mimo wszystko świetna reklama.
- Że piszą protesty? To jakaś wojna religijna! Co dalej? Niszczenie obrazów? A niech mnie spalą na stosie. Może ten hałas komuś jest na rękę? Paulini napisali list protestacyjny, nie widząc wystawy! To zastanawiające, że tyle się mówi o czymś, czego się nie widziało. A przecież moja praca była znana wcześniej. Pokazywano ją na kilku wystawach, publikowano w prasie, a nawet omawiano w latach 80. podczas sesji naukowej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dotychczas w polskiej prasie nie pojawiła się żadna recenzja z brukselskiej wystawy. Wszyscy piszą tylko o skandalu. A prawdziwym skandalem jest to, co napisał Andrzej Skrodzki w "Niedzieli", że Adam Rzepecki powtórzył gest Salvadora Dali.

Katarzyna Bik

Gazeta w Krakowie nr 273, z dnia 22/11/2001