Paweł Filas i Jerzy Sitarz . Każdy musi swoje ściskać
Rozmowa z Adamem Rzepeckim


Paweł Filas: Czy od czasu rozwiązania "Łodzi Kaliskiej" coś robisz poza filmami?

Adam Rzepecki: "Łódź Kaliska" rozwiązała się, natomiast na jej miejsce powstała nowa formacja pt.: "Muzeum Łodzi Kaliskiej" w celu rekonstruowania prac zaginionych, konserwacji podniszczonych i fingowania starych, których w ogóle nie było.

PF: Słyszałem, że Prymas Glemp chciał rozpropagować ten twój obraz...

AR: Ja uważam, że nie ma bardziej religijnego obrazu niż "Matka Boska z domalowanymi wąsami".

PF: To się nazywa L.H.O.O.Q. czy jakoś inaczej...

AR: ... dlatego, że obraz ten nie jest obojętny dla nikogo - jednych wkurwia, a w innych wzmacnia jeszcze ich wiarę.

Jerzy Sitarz: To prawda, jak patrzę na dzieło Marcela Duchampa L.H.O.O.Q. to też wzmacnia moją wiarę w sztukę.

PF: A ja mam takie pytanie, zupełnie poważne; czy istnieje taka możliwość, że ktoś może nie zrozumieć o co Tobie chodzi?

AR: Przede wszystkim ja nie rozumiem o co mi chodzi, i to jest piękne. Nie rozumiem...

JS: A rozumiesz Filas dlaczego pada deszcz?

PF: A twój stosunek do A. Mleczki?

AR: A kto to jest?

PF: Ten Mleczko. Czy to nie jest karykatura, to co robisz? <

AR: Czego karykatura? Tego kraju?

JS: Sztuki? Poezji?

AR: A ja ci powiem coś takiego: był stan wojenny, ciężko było...

PF: Komu?

AR:...czerwone światło na przejściu dla pieszych pod Pocztą Główną. Ja jak zwykle się spieszę, przebiegam. Oczywiście po drugiej stronie stoi patrol ZOMO, ja, żeby ich zmylić, do tej ubikacji, która tam jest zbiegam w dół. Spaceruję 15 minut między sedesem a pisuarami; ech, zrobiłem go w konia - myślę. Wychodzę, a ten czeka na mnie. Ja mówię: Panie władzo, tak mi się sikać chciało, musiałem przebiec przez czerwone światło". A on mówi: "Proszę pana, jest pan piętnastym, który to powiedział. Nic nowego wymyślić nie da się?".

JS: To jest bardzo pouczający przykład. No i wtedy powstała "Łódź Kaliska" po tym doświadczeniu?

AR: Nie, nie. Łódź Kaliska powstała dwa lata wcześniej.

PF: Porozmawiajmy o czymś konkretnym.

AR: Przychodzi ktoś i pyta: "O czym są te pana filmy"? Ja mówię "No, Paryż, zmrok, kobieta i mężczyzna, i film się zaczyna". W ogóle takiego filmu nie nakręciłem.

PF: A ten film, gdzie jest taki układ: ty, na tobie żona, na Was dzieci, to o czym jest?

AR: To jest o tym, że sytuacja mieszkaniowa w Polsce zmusza do spania czterech na jednym tapczanie, albo inaczej - to jest przykład na to, że trudno pogodzić plan Balcerowicza z sytuacją - kołdra jest ciągle za krótka (śmiech).

PF: To znaczy, że zajmujesz się publicystyką?

AR: Nie, to publicystyka zajmuje się mną. Ale o cóż ci właściwe chodzi?

PF: Ja szukam słowa na nazwanie tego, co to jest - to co ty robisz? Ty jesteś karykaturzystą, moim zdaniem. Chciałem Cię jeszcze zapytać o Rzepę - to jest Twój pseudonim? Sam to wymyśliłeś?

Ar: Nie, ja nazywam się Adam Rzepa-Rzepecki.

PF: Ale ta książka "Kultura Zrzuty" sprawia wrażenie przypadkowe. Ktoś wpadł na pomysł i tyle.

AR: Większość nie wpada na żadne pomysły, czyli to już jest dużo. Ale wydaje ci się, że z tej książki nie wynika nic wspólnego?

PF: Wynika coś wspólnego - okładka ("Łódź Kaliska posuwa sztuk do przodu" autorstwa A. Rzepeckiego) Wiesz o co mi chodzi - czasami udawało się wam w coś trafić, ale następny cios był już gdzieś tam - w płot, pod płot.

AR: Ale nikt żadnych ciosów nie rozdawał! Najważniejsze jest rzucanie, jeden miał środek, do którego chciał trafić, a drugi tu. Gdybyśmy chcieli zebrać tylko to, co powinno być w książce, to trzeba by wydać 5 takich tomów. A kto ci wyda? Chodziło o to, że powinny tam również być osoby, które sporadycznie bywały, nie tylko "filary" Strychu czy Kultury Zrzuty.

PF: Ale, wiesz, te obie książki: Robakowskiego i wasza jakby dotyczą tego samego.

AR: Ta Robakowskiego to jest nieporozumienie.

PF: Może to jest zbyt proste tłumaczenie?

AR: To nie jest zbyt proste. Łódź Kaliska, od momentu, gdy zaczęła istnieć, przede wszystkim (w sposób mniej czy bardziej brutalny) ukazywała nieuczciwość tego układu sztuki lat 70-tych.

PF: To jakiś absurd, mity, które sam stworzyłeś!

AR: Poczekaj, nieprawda. Właśnie m. in. krytycy sztuki nie wiedzieli co z tym zrobić, olewali to, bo albo było to niebezpieczne, albo w ogóle nie uważali tego za sztukę. To faceci, których dotykało to osobiście, tym bardziej robili wszystko, żeby mówiło się o czymś innym, a nie o Łodzi Kaliskiej.

PF: Kiedy działaliście naprawdę, to dotyczyło to wąskiego kręgu ludzi?

AR: To jest piękne, że tak mało osób zrobiło tak dużo!

PF: Całe znaczenie jest "historyczne" w tym momencie, ale nie dlatego, że ktoś zaczął wyjmować pewne zaszłości i wyjaśniać "białe plamy": jak się Katyń wyjaśniło, to można powiedzieć coś przy okazji o Strychu. Natomiast, czy jesteś pewien, że łódź Kaliska stworzyła jakiś fragment, który by został?

AR: Ale to jest bez sensu, równie dobrze możesz zapytać ile osób wiedziało w 1913 roku, że Picasso malował jakieś tam kubistyczne bohomazy.

PF: Ale czy wtedy, kiedy to robiliście, miałeś takie odczucie, że kogoś to obchodzi, poza tym, że się denerwują w sposób negatywny, mówią: "Bo tu się wygłupiają"

AR: Jeżeli ja się będę zastanawiał, czy kogoś to interesuje... Chodziło o to, że my wtedy na Strychu, czy w ogóle w Łodzi Kaliskiej, wiedzieliśmy, że robimy rzecz bardzo ważną. Gdybyśmy tego nie wiedzieli, to nie mielibyśmy tej pasji, żeby robić to bezinteresownie, mając na głowie rodziny, małe dzieci - co raczej cię odciąga...

PF: Po rozwiązaniu Łodzi Kaliskiej odszedłeś od tych działań, zacząłeś się jakimś filmem zajmować...

AR: Nie, filmy robiliśmy zawsze.

PF: Ale teraz głównie filmy.

AR: Nie, teraz w Koninie była moja duża indywidualna wystawa, która była takim śmietnikiem wszystkich rzeczy starych. I rzeczy nowe były tam. Np. piękny kącik erotyczny.

PF: Mnie się wydawało, że cała rzecz polegała na wejściu w sytuację, a więc performance, a nie jakieś inne działania.

AR: Nie o to chodzi - pewna sytuacja powodowała, że używałeś np. kamery video, albo realizowałeś performance, jakiś para-teatrzyk robiłeś... chodziło o to, że nagle chciałeś powiedzieć w ten sposób - jeśli chodzi o samą technikę, medium - a nie inaczej. O wiele smutniejsi są, myślę, malarze, którzy muszą malować pędzlem. Ja nie muszę. Mogę pędzlem, a mogę performance robić.

PF: Skąd wziął się "Strych"?

AR: "Strych" wziął się sktąd, że było potrzebne miejsce, żeby się miało dach nad głową i żeby się można było spotkać, napić wódki...

PF: W każdej knajpie można się spotkać, napić...

AR: W knajpach też się spotykaliśmy, ale tam nie płaciliśmy rachunków i musieliśmy uciekać szybko i wtedy dachu nad głową nie było. To był tak zwany "okres kelnerski".

PF: A kto płacił na Strychu?

AR: Na Strychu najczęściej Kryszkowski, on zbierał "zrzutę". Chodził z kapeluszem Beuysa i zbierał, potem pieniążki zabierał i znikał, a kapelusz zostawiał.

PF: Skąd się wziął kapelusz Beuysa?

AR: Beuys nam ofiarował, jak był w łodzi. Powiedział, że tylko "Łódź Kaliska" jest warta tego, żeby mieć jego kapelusz.

PF: Jak to dał wam, zdjął kapelusz z głowy...

AR: Nie, myśmy mu zabrali, ale jak chcieliśmy oddać, to mówi: "Nie, weźcie, wam się należy najbardziej". Miał całą walizkę filcowych kapeluszy.

PF: Zdawało mi się, że performance był remedium na czas.

AR: Nie, wymyśliłeś coś sobie.

PF: To da się obronić, trudniej jest obronić te dzieła, które są na wystawach, w książkach "Łodzi Kaliskiej".

AR: Tu moglibyśmy się w jednym zgodzić - jeśli tak samo rozumiesz performance - to najważniejsze było samo bycie i działanie, natomiast to, co powstało jako rzecz fizyczna, to nie ma najmniejszego znaczenia.

PF: Jak bardzo ten czas, który był, oddziaływał na to wszystko? Myślę, że były inne sposoby, ale to było najlepsze.

AR: Nie, czasami trzeba było na przykład siąść i pić wódkę i to było jeszcze lepsze, szczególnie wtedy. No bo jak pijesz wódkę w tym ciężkim czasie stanu wojennego, na Strychu właśnie, to czy to nie jest performance?

PF: Jak pijesz w jakiejś knajpie to nie są wielkie działania artystyczne, tak?

AR: Jak uciekasz, to tak (śmiech)

PF: Uciekaliśmy z różnych knajp i nie wpadliśmy na to, że jest to wielkie działanie artystyczne; gdybym o tym wiedział, to wróciłbym za chwilę i poprosił o zapłatę, tak jak Ty z kolegami położyłeś się na rynku krakowski, bo chciałeś mieć pieniądze za to.

AR: Ale myśmy wcześniej ustalili z dyrektorem "Jaszczurów", że chcemy zrobić akcję zarobkową.

PF: Czy widzisz kontynuację tego, co robiliście?

AR: Kiedy pokazywaliśmy filmy w Niemczech to facet napisał, że takie szalone, nienormalne filmy musiały powstać w szalonym, nienormalnym kraju. Więc wiesz, może już taki czas się skończył. Jak to moje córki mówiły - szczur weteran musi odejść.

PF:L No właśnie, skończyło się, czapka i nie ma! I co dalej? Jak być artystą w tych normalnych czasach?

AR: Jak one są normalne, to Ty jesteś nienormalny.

PF: Z tego, co widziałem, to jakby przejąłeś się filmami. Wystawa była w Koninie i kulturalna publiczność krakowska nie wie, że wystawiasz coś, a w Krakowie pokazujesz filmy...

AR: W Krakowie nic nie robię. Przyszła do mnie kiedyś jakaś dziewczyna robić wywiad i mówi, że chce pisać o krakowskich artystach. Powiedziałem, że to chyba jakaś pomyłka, bo nie jestem, nawet uczuciowo, związany ze sztuką krakowską. Jeśli się czuję, jeżeli już w ogóle, nie powiem europejskim, ale artystą polskim. "Przede wszystkim jestem artystą polskim" - robiłem cykl takich performance.

PF: Z tego, co pamiętam, to przede wszystkim udajesz artystę.

AR: Tak, ale nie polskiego. Polskim jestem.

PF: "Z trudem, choć konsekwentnie, udaję artystę" - nawiązuję do Twoich napisów na murze reprodukowanych w tej książce. Zmienił się czas, wydaje mi się, że nawykłeś do pewnych zachowań, które są już estetycznie niepłodne - właśnie jak mówię, karykatura, próbujesz wchodzić w publicystykę - mnie to nie obchodzi, ja nie będę tego oglądał.

AR: To widocznie Ty się zmieniłeś, a nie czasy. Nawet w Koninie miałem ciągle jakieś przypadki. Przyszło bardzo dużo młodych ludzi. Ale okazuje się, że dwa dni przed zamknięciem wystawy, jakiś znany działacz "Solidarności" był tak wkurwiony na wystawę, że własnymi rękami zdarł plakat wystawy. Nie przejmuj się. Sytuacja może zmieniła się dla jednych, czy dla drugich, ale sztuka będzie zawsze...

Z Adamem Rzepą-Rzepeckim rozmawiali: Paweł Filas i Jerzy Sitarz.

Krakowski Kurier Konferencyjny, Dziennik okolicznościowy wydawany z okazji Sympozjum KBWE w Krakowie, maj/czerwiec 1991.